O mnie

   W ciągu niemal 20 lat pracy jako lekarza uprawiałam medycynę opartą na faktach. Kierowałam się w pracy wynikami dużych badań klinicznych, stosowałam się do zaleceń towarzystw naukowych, studiowałam podręczniki medyczne. Było to działanie bezpieczne, bo oparte na doświadczeniu wielu mądrych naukowców i lekarzy oraz, przyznaję, dość wygodne. Niestety zdarzali się pacjenci, których objawy nie pasowały do podręcznikowych rozpoznań, a pomimo leczenia opartego na standardach problemy zdrowotne pacjenta wcale nie ustępowały .

  I pewnie dalej żyłabym w swoim świecie komfortu, gdyby nie problemy, które pojawiły się w moim własnym domu. 

  Zarówno u mojego męża, jak i u starszej córki obserwowałam objawy, które mnie niepokoiły, a których nie umiałam wytłumaczyć.  Lekarze rozpoznawali u nich choroby, które znali, chociaż wyniki badań i brak skuteczności proponowanego leczenia, pokazywał coś innego.

  Pewnego dnia córka pokazała mi swój szkicownik. Wśród różnych narysowanych przez nią postaci znalazłam ten rysunek:

postać na toalecie bez głowy

 

 

  Przyznaję, że dał mi wiele do myślenia. Postanowiłam sama szukać, co jest przyczyną jej problemów. Odpowiedzi na moje pytania nie dały mi ani podręczniki medyczne ani lekarze, których odwiedziliśmy, ale... internet. Szybko doszłam do wniosku, że problemy córki mają związek z jedzeniem, nie wiedziałam jednak jakim. Na właściwy trop naprowadziła mnie koleżanka (dziękuję Dorota!), która opowiedziała mi jakiś film obejrzany w sieci. Pod jego wpływem postanowiłam na początek odstawić gluten. Po dwóch tygodniach córka powiedziała: mamo Twoja dieta działa, czuję się wreszcie dobrze. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to jest. Kolejne badania pomogły postawić rozpoznanie: nieceliakalna nadwrażliwość na gluten. Teraz już wiem, że nie taka powinna być droga do postawienia diagnozy, ale wtedy nikt nie przedstawił mi innej, działałam po omacku.

  Niedługo będzie rok, jak córka jest na diecie bezglutenowej, kilka miesięcy później dołączył do niej tato. Nie powiem, że jest nam prosto i bez problemów, ale jest dobrze. Córka rysuje wreszcie  kolorowe uśmiechnięte twarze.

  Ja natomiast w swojej pracy zawodowej zrobiłam się czujna na przypadki nietolerancji pokarmowych wśród pacjentów. Właściwie nie ma dnia, żebym nie stwierdzała tego typu zaburzeń u swoich pacjentów, pomimo że chorzy zgłaszają się do mnie z zupełnie innych powodów. 

  Muszę tu zaznaczyć, że nie winię lekarzy za złe rozpoznania, bo... sama takie stawiałam. Nigdy, na żadnym etapie nauki, w żadnym podręczniki medycznym, nie mówi się o nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten. Tymczasem problem ten może  mieć dużo większy zasięg niż np. borelioza, której się tak bardzo boimy i o której myślimy w przypadku niewyjaśnionych chorób. Dane amerykańskie, na które często tu się będę powoływać (bo polskie nie istnieją) pokazują, że najczęściej rozpoznanie stawiają sobie sami pacjenci.

  Chciałabym więc dać pacjentom pewną wiedzę, u kogo można tego typu zaburzenia podejrzewać, jak rozpoznawać i jak sobie z nimi radzić.

  Muszę też podkreślić, że nie jestem zwolennikiem przypisywania nietolerancji pokarmowych każdemu, kto ma problem ze zdrowiem.

  Dieta eliminacyjna nie powinna być traktowana jako element zdrowego trybu życia.

  Jest jednak pewna grupa chorych, którym może pomóc.

  Nie jestem ekspertem w dziedzinie nietolerancji pokarmowych, bo temat ten dla mnie jest stosunkowo nowy. Nadal dużo czytam, głównie są to publikacje zagraniczne, bo w Polsce temat jest wciąż nieobecny. Ale przeszłam pewną drogę, zdobyłam wiadomości i doświadczenie, którymi chcę się tutaj podzielić, żeby pomóc tym, którzy jeszcze szukają.

 

  Pozdrawiam serdecznie

  Ewa Jakubowska